sobie, że obdarzona jest żelazną samodyscypliną. Miała

- Ale ona nigdy nie chciała mieć dziecka! - zaprote¬stowała Tammy.

- Tak, ale... - Mark zmarszczył brwi, lecz Tammy nie zauważyła tego, zajęta huśtaniem Henry'ego na kolanach. Od rana uśmiechnął się aż dwa razy, teraz pracowała nad trzecim uśmiechem chłopca. - Zrozum, nie możesz wystą¬pić w dżinsach podczas uroczystej kolacji. Mamy taki zwy¬czaj, że codziennie...
- Wystarczy. Szkopuł w tym, że książę regent sprawuje władzę w imieniu przyszłego władcy, o ile następca tronu przebywa w kraju. Takie jest prawo. Jeśli Henry wróci, mo¬gę rządzić i zaprowadzać porządki. Jeśli zostanie w Austra¬lii, tracę wszelką władzę.
ty masz zrobić..." -pomyślała Róża, a głośno powiedziała:
I to otoczenie... Ogromna jadalnia na kilkadziesiąt osób, pozłacane sztukaterie na ścianach i suficie, pąsowe draperie, marmurowy kominek, portrety dostojnych przodków, świe¬ce, kryształy, srebra, wyrafinowana kompozycja z kwiatów i owoców na rzeźbionym kredensie... Wszystko to mogło wywrzeć piorunujące wrażenie na kimś takim jak ona. Prze-niosła spojrzenie na Marka i natychmiast pomyślała, że ża¬den splendor i bogactwo nie są w stanie wywrzeć na niej większego wrażenia niż ten mężczyzna. Wystarczało jedno jego spojrzenie, by wstrzymywała oddech. Zwłaszcza, gdy się uśmiechał...
- Właśnie. Czy to nie zdumiewające? Jak siostry mogą być tak różne? Lara olśniewała urodą.
- I z pąka stają się kwiatami - dokończył Mały Książę.
- Czy nie wyciągasz zbyt daleko idących wniosków? - spytał oschle Mark. - Ona jest siostrą Lary.
Mały Książę chciał jeszcze zapytać, czy Gołąb Podróżnik zauważył, jaki cień miała Maska, lecz widząc
przenosiłam się, sama lub z tobą, w Nieznane Miejsca... - ciągnęła zadumana Róża.
Wszystko się w niej zagotowało, ale jakoś się pohamowała.
Skąd się wziąłeś?! Słowa te wypowiedział, a właściwie wykrzyczał (zapewne z powodu przyzwyczajenia do hałasu)
chyba ukłucie zazdrości, jakie poczuł w swoim sercu, kiedy zobaczył, jak Motyl usiadł na płatkach Róży, a ona

od których pani stopnieje.

Mark przybladł.

Przylot wędrownych ptaków na planetę Małego Księcia nie był czymś wyjątkowym. Ale też nie były to jakieś

Mark oniemiał na dobrą chwilę.

krzyczeć z podniecenia. W końcu zaczęła działać! To było niewiarygodne.
– Ogromnie ci dziękuję – powiedziała z zachwytem.
Thomasa.

- To nie twoja sprawa. Przestań gadać i śpij wreszcie.

ze zwykłej bezradności, wyłącznie dlatego, że nie wiedział,
dzieci. Przyjechałaś zająć się chłopcami, by
I codziennie będę ci o tym przypominać.